Szczelina Zebry

Szczelina Zebry

Szczelina Zebry

21.05.2012

Docieramy do suchego koryta Harris Wash. Według GPS-a trzeba tu skręcić w prawo i tam szukać gardzieli slotu Zebry. Chwilę wędrujemy dnem rzeki, ale piasek utrudnia marsz więc wchodzimy na jej prawy brzeg, przedzieramy się przez zarośla, a potem wchodzimy na niskie skały. To dalszy ciąg fali. Kawałek dalej znajdujemy niewysoki, ale dający cień klif. Pora sprawdzić czy mój Drone będzie latał. Udało się, robię kilka ujęć (potem okaże się, że nic się nie nagrało – należy jednak czytać instrukcję obsługi) i po chwili docieramy do kanionu. Widać dawno nie padało, bo w jego gardzieli, tam gdzie często trzeba brodzić, jest tylko piach. Kanion szybko zwęża się i za zakrętem zamyka się, zakleszcza, jego linie stają się wyraźniejsze, światło zaczyna szaleć, a wraz z nim my. Miejsce jest niesamowite. Maleńkie w porównaniu do Antylopy, ale zwariowane, paskowane, wąskie, pogięte i przegięte. Niezwykłe. Stuknięte.

Poniżej fragment relacji, więcej zdjęć i całość tekstu znajduje się na eclipses.eu:

Rano wczesna pobudka i szybkie śniadanie w restauracji będącej częścią motelu Circle D – najlepszego jako dotąd na naszej trasie. Jajka rozczarowują Maćka więc domawia jeszcze omlet… Jego prywatny tasiemiec nie da się oszukać byle czym. Ruszamy w drogę 12-ką, ale za chwilę opuszczamy asfalt kierując się w prawo w Hole-in-the-Rock Road, żwirową drogę wiodącą w dół Escalante ku jednej z przepraw przez Colorado. Kiedyś drogi tej używali osadnicy, bowiem od przeprawy wiodła wzdłuż Harris Wash, generalnie suchej rzeki, która jednak od czasu do czasu dostarczała wody skrytej w bocznych kanionach szczelinowych. Zmierzamy ku jednemu z nich – szczelinie Zebry (Zebra Slot). Za nami unosi się tuman pyłu, ale Explorer sprawnie radzi sobie z nierównościami. Zerkam na GPS-a żeby nie przegapić miejsca, gdzie trzeba zostawić auto i ruszyć w otaczającą nas półpustynię.

Okazuje się, że nie jesteśmy sami – za właściwym przejazdem uniemożliwiającym pasącemu się swobodnie bydłu wędrówkę (cattleguard) zaparkowane są dwa inne samochody. Tłumu z Antelope Canyon tu nie będzie. Zabieramy sprzęt, zapas wody i ruszamy wąską ścieżką w prawo od drogi. Wokół wysuszone trawy, kilka kwitnących kaktusów. Ścieżka początkowo wije się wokół wysuszonego koryta, skracając jego bieg, jednak w końcu łączy się z nim, gdy ślad wody zagłębia się pomiędzy coraz wyższe ściany stosunkowo szerokiego kanionu. W pewnym miejscu musimy przecisnąć się przez zaporę, której zadaniem jest uniemożliwienie bydłu wędrówkę na pola (?) sąsiadów. Skały po obu stronach nabierają kolorów i niezwykłych kształtów. Wkrótce wędrujemy obok negatywu „the Wave” – pofalowane wzgórza są czerwone, zorane zbiegającymi się i rozbiegającymi liniami. I znowu ktoś zapatrzony w Zebrę nie wspomniał o tym, jak niezwykła jest droga do niej. Tracimy (?) czas wspinając się na antyfalę, fotografując jej graficzną liniaturę. Tylko gdy idę na przełaj przez wysuszoną roślinność gdzieś z tyłu głowy dźwięczy alarmowy dzwonek by patrzeć pod nogi. To idealne miejsce dla grzechotników i skorpionów. Na szczęście po raz kolejny niczego jadowitego nie spotykam.

Źródła:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *