Z Petrified Forest do Monument Valley

Z Petrified Forest do Monument Valley

Z Petrified Forest do Monument Valley

17.05.2012

W Blue Mesa można sfotografować klasyczne widoki z Petrified Forest National Park – pomarańczowe pnie ułożone jeden za drugim w wyschniętym korycie erozyjnym czy takie, które podparte są jeszcze na piedestale z miękkich skał. Kolejne punkty widokowe odsłaniają fantastyczne barwy pustyni. Na koniec pół biegiem schodzimy szlakiem Blue Mesa Trail, wiodącym pomiędzy niesamowicie zabarwione, sine, wzgórza Badlands. Szlak wije się u ich stóp, otwierając się na jedno za drugim, fantastyczne kadry, którym dodatkowo pomaga piękne, granatowe niebo z dokładnie właściwie dobraną domieszką obłoków. Szybkim marszem szlak pokonuję w 45 minut. Kilka minut później dołączają Kasia i Maciej.

Poniżej fragment relacji, więcej zdjęć i całość tekstu znajduje się na eclipses.eu:

Rano – wczesny wyjazd. Po drodze jednak zamiast zawinąć do jakiegoś baru na śniadanie – wtapiamy do sklepu handlującego wszystkim, co da się zrobić ze skamieniałego drewna. Choć bowiem najbogatsze złoża tego surowca są pod ochroną w parku narodowym, do którego zmierzamy, inne – leżące na prywatnych terenach, dostarczają ogromnych ilości tego niezwykłego materiału, z którego wykonuje się się wszystko – od szlifowanych plastrów, które można ustawić na stole jako ozdobę po – stoły. Stołu jednak nie miałbym jak przewieźć w bagażu podręcznym. Poza tym cena. Kilkadziesiąt tysięcy dolarów to o kilka dolarów zbyt dużo. Mimo to sklep opuszczamy lżejsi o sporo dolarów, a nasze bagaże znacząco cięższe – kawałek skamieniałego drewna waży całkiem sporo.

Chwilę później docieramy do wjazdu do parku narodowego Skamieniałego Lasu. Za Visitor Center ścieżka prowadzi pomiędzy skamieniałe drzewa rozrzucone na wzgórzach w „zagajniku” Giant Logs – ogromnych pni.  Wśród rozrzuconych większych i mniejszych fragmentów wyróżnia się ogromne, powalone jakby w całości drzewo z wciąż rozpostartymi korzeniami. Podwożę Kasię i Maćka kilkaset metrów dalej – na ścieżkę wiodącą w prawo, w stronę Long Logs – długich pni. Doganiam ich po zaparkowaniu samochodu, a chwilę potem tracimy dobre dwadzieścia minut nie na pnie, ale pozującą jakby specjalnie dla nas wielokolorową jaszczurkę. Wędrujemy wśród stosów drzew sprzed 200 milionów lat, rozrzuconych na przypominających niewielkie kopce pagórkach.

Kolejny postój – Jasper Forest (Jaspisowy Las) – ukazuje szeroką dolinę, z której krawędzi erozja wypłukuje powoli kolejne pnie. Podobno kiedyś, zanim powstał Park Narodowy, skamieniałego drewna było na dnie doliny znacznie więcej. Teraz widok raczej rozczarowuje.

Skręcamy w prawo na Błękitny Stół – Blue Mesa. To tu można sfotografować klasyczne widoki z Petrified Forest – pomarańczowe pnie ułożone jeden za drugim w wyschniętym korycie erozyjnym czy takie, które podparte są jeszcze na piedestale z miękkich skał. Kolejne punkty widokowe odsłaniają fantastyczne barwy pustyni. Na koniec pół biegiem schodzimy szlakiem Blue Mesa Trail, wiodącym pomiędzy niesamowicie zabarwione, sine, wzgórza Badlands. Szlak wije się u ich stóp, otwierając się na jedno za drugim, fantastyczne kadry, którym dodatkowo pomaga piękne, granatowe niebo z dokładnie właściwie dobraną domieszką obłoków. Szybkim marszem szlak pokonuję w 45 minut. Kilka minut później dołączają Kasia i Maciej.

Ruszamy dalej na północ, po drodze tylko na moment zatrzymując się tu i ówdzie by sfotografować kolejne niezwykłe skały. Czas goni, tym bardziej, że za I-40 czeka na nas druga część parku – Painted Desert – pomalowana pustynia. Tu nie ma szlaków, tylko krawędzią wznoszącej się nad barwnymi skamieniałymi wydmami mesy wiedzie droga z punktami widokowymi. Zatrzymujemy się kolejno na Lacey Point, Whipple Point, Chinde Point oraz Kachina Point. Barwy pustynie nie zawodzą – róże, czerwienie, brązy, biele i czernie mieszają się pasmami po horyzont.

Kolejny punkt programu to już Canyon de Chelly, wiele mil na północ. Wiele piaskowych wirów wędrujących po okolicy później.  I po obiedzie, który w Chinle jemy w Churche’s Chicken – sieciówce, bowiem wybrana wcześniej restauracja okazuje się zamknięta. Kurczaki całkiem smaczne, sycące, niestety także wściekle tłuste. Ale co tam. Odtruwać można się całą resztę życia.

Źródła:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *