Nie dla ACTA

Nie dla ACTA

25.01.2012

Jutro nasz rząd zamierza podpisać umowę handlową dotyczącą zwalczania obrotu towarami podrabianymi – czyli ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). Choć jego nazwa brzmi stosunkowo niewinnie, i wydawać się może, że nie dotyczy większości z nas jednak zarówno sposób jej negocjowania, jak i możliwe skutki powinny interesować każdego z nas bowiem i w sensie ogólnym, jak i szczególnym stanowi ona zagrożenie dla wartości, które uważamy za podstawowe – demokracji i wolności osobistej.

ACTA była negocjowana w trybie tajnym. Mogę wierzyć, że są dziedziny takie jak obronność, umowy handlowe między konkretnymi partnerami, dyplomacja – gdzie tajność negocjacji bywa konieczna. Natomiast nie sądzę, by można było ją uzasadnić gdy chodzi o ochronę dóbr wybranych podmiotów (a nie ogółu społeczeństwa) przez rządy. Takie postępowanie doprowadziło na przykład do kuriozalnej sytuacji wokół autostrad – w której rząd Polski jednemu podmiotowi dał przedziwne prawa, a treść umowy wynegocjowana przez ów rząd, teoretycznie reprezentujący nas wszystkich pozostaje dla nas tajemnicą. To samo dzieje się obecnie z ACTA. Ma ona chronić dochody wybranych podmiotów – kosztem nas wszystkich i każdego z osobna.

Tajność negocjacji usprawiedliwiano faktem, że ACTA to porozumienie handlowe. Jednak ACTA, mimo takiej formalnej definicji – prawie w pełni dotyczy kwestii egzekwowania prawa cywilnego i kryminalnego dotyczącego ochrony własności intelektualnej oraz naruszania znaków handlowych. A gdy o kwestie tyczące się prawa czy to cywilnego, czy karnego – utajnianie negocjacji jest zaprzeczaniem demokracji. Nie po to walczyliśmy z jednym systemem cenzury – by poddać się kolejnemu – cenzurze narzucanej przez korporacje.

I to jest kwestia ogólna, o której wspomniałem na początku. Metoda procedowania umowy narusza nasze prawa jako obywateli państwa demokratycznego. Dlatego właśnie powinniśmy być czujni. Bo to także jest test dla wszystkich, czy mogą sobie na to pozwolić, i czy my im na to pozwolimy. Z mojego punktu widzenia to także stanowi kwintesencję problemu – i dlatego jestem na NIE.

W wymiarze szczególnym ACTA może wymuszać na dostawcach internetu monitorowanie działalności użytkowników, sprawdzanie ich korespondencji – bo przecież ktoś komuś może w mailu wysłać piosenkę – a docelowo nawet odcinanie nam dostępu do sieci. Realizacja postanowień ACTA nie powinna powodować tworzenia barier handlowych ani naruszać zasad podstawowych: wolności słowa, prawa do sprawiedliwego procesu oraz prawa do prywatności. Ale to nie wystarczy, bo co oznacza określenie nie powinna – to są nasze prawa podstawowe – i nie możemy dopuszczać do ratyfikacji umów, która nie dają nam gwarancji pełnego zabezpieczenia tych praw. ACTA wprowadza wymagania wobec dostawców internetu udzielania informacji na temat abonentów, wobec których zachodzi podejrzenie naruszenia praw własności intelektualnej – i to na dostawców przenosi obowiązek określania, kto jest podejrzanym. Korporacje już doprowadziły do istnienia bezsensownych barier w wyniku których oprogramowanie, które kupiłem w USA, choć jest moje, jest nielegalne w Polsce (wciąż nie wiem, czy jeżdżąc z notebookiem po świecie kiedyś nie zostanę aresztowany, bo używam programów w różnych częściach świata). Niemożności obejrzenia w Polsce filmu, który kupię w innym „regionie” – choć nadal nie rozumiem, dlaczego tak jest, skoro go kupiłem. Czy idiotycznie różnych cen na płyty CD – ta sama płyta w Wielkiej Brytanii kosztuje 3,99 funta, a w Polsce 80 zł.

Rząd, który nas reprezentuje, powinien w naszym imieniu dążyć do usuwania barier. Do demokratyzacji świata. A nie wspierać korporacyjne globalne państwo policyjne.

Źródła:

Written by admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *